Jak obiecałam rozdziały będę wrzucać co weekend XD nie chorujcie, bądźcie zdrowi, bo potem w cholerę zaległości i mało czasu na pisanie ;c Mam nadzieję, że przynajmniej rozdział się Wam spodoba! ;))
a oto mój drugie blog, na którym posty wrzucam z taką samą częstotliwością ;) http://careless-shoot-anonymous.blogspot.com/ jakby Wam się spodobało to zapraszam do czytania!
Sam klub w sobie był ogromny i nowocześnie wyposażony. Dobrze się w nim
czułam. Nie umknęło mojej uwadze, że na moim ciele jest uwieszone wiele
wzroków. Przyzwyczaiłam się do tego, że gdy jestem pomalowana i ubrana w
obcisłe sukienki, to nie mogę się odpędzić od adoratorów. Plus -
europejska uroda wzbudzała zainteresowanie.
Czas mi szybko mijał: bawiłam się, tańczyłam i nie zwracałam uwagi na
złośliwe spojrzenia lasek, których faceci woleli tańczyć ze mną.
Powoli tłum w klubie zaczął się przerzedzać, a ja podeszłam do baru, by
poprosić o wode. Kiedy płaciłam, kątem oka zauważyłam, że przy barze
siedzi ktoś jeszcze. Chłopaka najwidoczniej spił się jak cztery stodoły
po żniwach. Podeszłam do niego bliżej, żeby mu się lepiej przyjrzeć. Nie
oceniałam go z góry, ale było mi go szkoda.
-Ej, wszystko ok?- zapytałam.
-Nie chcę już tego wszystkiego..- odpowiedział.
Dopiero teraz miałam
okazję spojrzeć mu w oczy… Płakał, a one same były oazą smutku. Chciałam
o coś jeszcze zapytać, ale uniemożliwił mi to barman:
-On jest z Tobą? Jak nie, to będę musiał zadzwonić po policję, żeby go
zabrali do izby wytrzeźwień…
- Tak, już go zabieram - wypaliłam bez zastanowienia.
Nie mogłam przecież zostawić tutaj osoby, która jest w takim stanie. Nie
żeby chodziło mi o upojenie alkoholowe. Bardziej przejęłam się powodem,
dlaczego tak się spił. Z doświadczenia wiedziałam, że takimi osobami
trzeba się zająć, a nie zostawiać samych sobie.
Wzięłam go pod rękę i wyprowadziłam z klubu. Po 10 metrach zostałam
zmuszona do ściągnięcia szpilek. Trudno było kogoś prowadzić i
jednocześnie uważać, żeby nie połamać sobie nóg.
- Ja nie chcę już kurwa tego wszystkiego - wymamrotał.
Kogoś mi przypominał, tylko nie byłam pewna kogo. Postanowiłam, że kiedy
dojdziemy do mojego mieszkania, to przyjrzę mu się z bliska. Nie żeby
teraz nie był wystarczająco blisko, jednak światło latarni nie było
wystarczająco dobre, by zrobić rozpoznanie.
Chłopak cały czas się zataczał, a kiedy byliśmy już pod moimi drzwiami,
upadł na kolana i znowu się rozpłakał. Teraz nie miałam czasu na
pocieszanie, musiałam go najpierw wprowadzić do środka. Znowu go
złapałam i podniosłam na nogi. Pijanych ludzi strasznie opornie się
prowadzi. Gdy przekroczyliśmy próg, pierwsze co zrobiłam to
zaprowadziłam go do łazienki. Coś czułam, że inaczej musiałabym sprzątać
cały przedpokój. Tak jak myślałam: od razu rzucił się do muszli i
zwrócił wszystko zanim zdążyłam się zorientować. Wzięłam szybko jakieś
chusteczki i wytarłam mu buzię.
-Przepłucz sobie twarz, poczujesz się lepiej - powiedziałam, a on
wykonał moje zalecenie.
Wyglądał naprawdę żałośnie. Pomogłam mu wstać i zabrałam go do swojej
sypialni. Zapowiadało się na to, że dzisiejszej nocy nie zmrużę oka.
Będę musiał go pilnować i się nim zaopiekować. Między innymi z takich
powodów czułam się często naiwna. Zawsze robiłam coś dla ludzi, a potem
miałam cichą nadzieję, że oni też kiedyś zrobią coś takiego dla mnie.
Niestety, zazwyczaj się przeliczałam.
Ściągnęłam mu kurtkę i kazałam położyć się na łóżku. Zastanawiałam się,
czy mogę go dotknąć…
W końcu się przemogłam i dotknęłam jego czoła. Był
cały rozpalony. Szybko pobiegłam do kuchni po jakieś leki na spadek
gorączki. Po chwili już leciałam po szklankę wody i paracetamol. No to
nieźle się załatwił....

Bardzo mi się podoba, ale trochę za krótkie...
OdpowiedzUsuńNo nic, lecę czytać dalej ^°